Komentarz Gold Finance do sesji giełdowej 10.02.2009
Sytuację na rynkach finansowych na całym świecie zdominowało dziś wyczekiwanie na głosowanie w Senacie Stanów Zjednoczonych nad planem prezydenta Baraka Obamy, mającym stymulować amerykańską gospodarkę i wyprowadzić ją z kryzysu. Ogólne założenia planu, który został przedstawiony senatorom przez sekretarza skarbu USA, Timoty Geithnera, dotarły na rynek tuż przed zakończeniem sesji w Warszawie.
Dzień na warszawskiej giełdzie rozpoczął się od spadku WIG20 o ponad 0,7 proc. i WIG o 0,4 proc. Trudno się temu dziwić. Po czterech kolejnych sesjach, w trakcie których kursy akcji zdecydowanie zwyżkowały, część inwestorów postanowiła zrealizować zyski. Najmocniej taniały akcje KGHM i BRE. Jeszcze przed południem sytuacja zdecydowanie się poprawiła i indeksy wyszły na niewielkie plusy. Potem jednak niepewność znów dała znać o sobie i nastąpiło niewielkie osunięcie. Wynik sesji ostatecznie był niemal remisowy: WIG20 wzrósł o 0,37 proc. a WIG o 0,47 proc. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że tym samym mamy do czynienia z sekwencją wzrostową utrzymującą się od pięciu kolejnych sesji. Z takim wydarzeniem mieliśmy ostatnio do czynienia w listopadzie ubiegłego roku. W jej wyniku indeksy, które kilka dni temu znalazły się poniżej dołków bessy, wyraźnie się od nich oddaliły. Tym samym zagrożenie pogłębieniem się spadków zostało przynajmniej na jakiś czas zażegnane. Wartość obrotów na rynku akcji sięgnęła niemal 900 mln zł i spada już drugi dzień z rządu. To nieco zakłóca optymistyczny obraz, nie potwierdza bowiem rosnącej chęci do kupna papierów. Jak na niepewność związaną z otoczeniem zewnętrznym i przede wszystkim z tym, co będzie działo się za Oceanem, nie jest tak źle.